Zdrowie i uroda

Dzień Kobiet w pałacowym spa

13 marca 2017

Dzień Kobiet był doskonałą okazją, żeby zrobić coś dla siebie. Od dłuższego czasu chciałam kompleksowo zadbać o swoją – zmęczoną ciągnącą się zimą – skórę. Mieszkanie w tętniącej życiem i borykającej się ostatnio z problemem smogu Warszawie nie sprzyja pięknej cerze, dlatego z okazji swojego święta zrobiłam sobie w prezencie wycieczkę do SPA. Nie byle jakiego, tylko takiego, w którym mogłam poczuć się jak księżniczka.

Odwiedziłam pałac w Żelechowie.

Niecałe 1,5 h drogi od Warszawy i możemy znaleźć się w innym świecie. Długo szukałam takiego miejsca, ale ostatecznie zaufałam poleceniu znajomych, którzy po pierwszym pobycie w Żelechowie, wracają tam regularnie. Ja też już wiem, że nie skończy się na jednej wizycie.

Pałac jest zupełnie wyjątkowy. Łączy w sobie XVIII-wieczną architekturę, zabytkowy klimat, tworzony poprzez starannie dopasowany wystrój oraz piękne drewniane meble z nowoczesnym, funkcjonalnym i eleganckim wyposażeniem zarówno pokoi jak i samego spa. Mogłam z jednej strony poczuć się jak księżniczka, mieszkająca w XVIII-wiecznym pałacu, z drugiej jak kobieta korzystająca z nowoczesnych możliwości współczesnej kosmetologii.

Co musiało mieć moje idealne spa?

Być stosunkowo blisko Warszawy, znajdować się w urokliwym miejscu, posiadać pokoje w wysokim standardzie i bogatą ofertę zabiegów w przystępnej cenie, dysponować terenem do spacerów i przyjazną obsługą, mieć restaurację z ciekawą kartą menu, a do tego sprawiać, że człowiek czuje się tam wyjątkowo – co akurat jest bardzo indywidualną kwestią.

Przyznaję – miałam dosyć wysokie wymagania.

W Żelechowie znalazłam wszystko, czego szukałam. I jeszcze więcej. Warto wspomnieć choć niektóre odkrycia.

Doskonała kuchnia – polskie dania, przygotowywane według tradycyjnych receptur (smak kaczki zapamiętam na długo…), ryby wyławiane z pałacowych stawów, potrawy przygotowywane specjalnie dla osób dbających o linię i niezapomniane śniadania w pałacowej restauracji. Rozświetlone słońcem wnętrze, elegancka zastawa, muzyka klasyczna w tle i bufet śniadaniowy z pysznymi przekąskami na ciepło i na zimno tworzyły doskonale spójny obrazek. W efekcie jadałam tam moje najdłuższe śniadania w życiu…

Klimat – na kompleks pałacowy składają się trzy oddzielne budynki połączone ze sobą podziemnymi korytarzami (budynek główny z recepcją i restauracją, spa oraz budynek z apartamentami i salami konferencyjnymi). Przechodząc nimi czułam się tak, jakby zagadka kryjącą się od wieków w murach pałacu była w zasięgu mojej ręki. Czy się bałam? Trochę. Na pewno moja niezłomna wiara w nieistnienie duchów została wystawiona na próbę.

Na początku miałam wątpliwości, czy na pewno ta surowość wystroju podziemnych korytarzy przystaje do reszty pałacu, ale ostatecznie traktowałam każdą przechadzkę jako przygodę. Subtelne oświetlenie ceglanych, nieco mrocznych tuneli wzmacniało wrażenie spaceru po tajemnych przejściach ukrytych w pałacach czy zamkach sprzed kilku wieków.

Relaks i spa – przez weekend zdążyłam zapomnieć o całym świecie. Zdaje się, że wszyscy goście mieli podejście podobne do mojego – szukali ciszy, spokoju, relaksu. W połączeniu z profesjonalną obsługą dało to niezapomniany efekt. Można było odczuć, że wszyscy pielęgnują błogi klimat stworzony przez obsługę pałacu. Każdy odpoczywał według własnych potrzeb.

Woda jest zdecydowanie moim żywiołem, dlatego dużo czasu spędzałam na basenie i w saunach. Poddałam się też masażowi leczniczemu, aby rozluźnić wszystkie spięcia nagromadzone w ciele oraz zdecydowałam się na rozluźniający zabieg w łaźni parowej z torfem „Aromatic Moor”. Ten znany już w starożytności rytuał m.in. rozluźnia mięśnie, likwiduje bóle stawów oraz poprawia krążenie. Z powodu aktywnego trybu życia, wieloletniego uprawiania sportów i intensywnego treningu tanecznego, uznałam, że to doskonały zabieg dla mnie. Aromatyczny torf zawierający witaminy, minerały i enzymy bardzo mi pomógł. Dodatkowo efekt odżywionej i zregenerowanej skóry utrzymywał się przez kilka dni.

Następne odwiedziny już zaczynam planować na kwiecień. Dawno nie poczułam się tak zrelaksowana, a moja skóra tak zregenerowana jak podczas tego „prezentu na Dzień Kobiet”.

 

Przeczytaj również

Brak komentarzy

Napisz co myślisz