Lifestyle Zdrowie i uroda

Jakie kosmetyki zabrać ze sobą w góry?

19 sierpnia 2017

Rodzinne wyprawy w góry są już u mnie tradycją, dlatego zawsze wyczekuję ich z utęsknieniem, przygotowuję wraz z rodziną trasy, menu oraz zastanawiam się jak skompletować swoją kosmetyczkę. Tym razem wybraliśmy się w Tatry, do Doliny Chochołowskiej, a w mojej kosmetyczce nie zabrakło:

  • musu hialuronowego Merz Spezial
  • rozjaśniającego fluidu do twarzy z witaminą C Sesderma
  • pianki do mycia twarzy Dermaceutic
  • pomadki ochronnej do ust Neutrogena
  • kremu z filtrem włoskiej marki Bilboa

Ponieważ latem słońce i suche powietrze powoduje dużą utratę wilgoci oraz wysuszanie skóry, wybierając się w góry koniecznie należy pamiętać o produkcie nawilżającym. Tym razem wzięłam ze sobą MERZ SPEZIAL CREAM MOUSSE HYALURON, który ma aż potrójne działanie nawilżające:
– odbudowuje nawilżenie skóry,
– wzmacnia równowagę wodno – lipidową skóry,
– chroni przed utratą nawilżenia.
Oprócz kwasu hialuronowego, który pozwala utrzymać naturalne nawilżenie skóry, produkt posiada także sok z aloesu, który pomaga przywrócić optymalny bilans nawilżenia, a także, co okazało się bardzo przydatne, koi zmęczoną i podrażnioną słońcem skórę, intensywnie ją nawadniając. Dodatkowo dzięki bardzo wygodnemu opakowaniu mogłam bez problemu spakować kosmetyk, ze sobą – był lekki, wygodny do aplikacji i skuteczny.

Kolejnym kosmetykiem, który musiałam mieć w swojej kosmetyczce był uwielbiany przeze mnie krem rozświetlający Sesdermy z linii C-VIT. Ten lekki, delikatny krem, oprócz tego, że bardzo szybko się wchłania, co było dla mnie ważne w górach, dodatkowo pozostawia miłe uczucie świeżości, a witamina C w nim zawarta delikatnie rozświetla i ujednolica koloryt skóry.

Codziennie przemywałam skórę pianką Dermaceutic, która miała działanie lekko złuszczające i przede wszystkim oczyszczające. Piankę stosowałam przed zaaplikowaniem musu hialuronowego Merz Spezial. Dzięki niemu skóra była dobrze przygotowana do przyjęcia dużej dawki nawilżenia. Pianka pozostawia skórę delikatną i aksamitną. Rozjaśnia ją i zmniejsza widoczność porów.

Nie mogłam się także obejść bez pomadki ochronnej z filtrem marki Neutrogena, którą zawsze zabieram ze sobą na wyprawy. Bardzo dobrze nawilża i pielęgnuje suche usta i nadaje im miękkości, a do tego chroni przed słońcem (posiada filtr ochronny SPF20). Na szlaku nie rozstawałam się z nią nawet na chwilę.

Wszystkie prognozy mówiły, że na niebie stale będzie świecić słońce, a pogoda zastanie nas iście letnia, dlatego zabrałam ze sobą krem z filtrem marki Bilboa, przywieziony znad włoskiego morza. Filtr 20 okazał się wystarczający i nie wróciłam do domu z żadnymi poparzeniami, choć słońce dość mocno świeciło. Pozostała za do ładna, brzoskwiniowa opalenizna. Krem ma przyjemny zapach i całkiem łatwo się rozprowadza po skórze. Nie pozostają po nim białe smugi jak po wielu kremach z filtrem.

Dużo opowiadam o kosmetykach, które zabrałam, a na pewno jesteście ciekawi jak było w samych górach. Oto mała namiastka…

Przeczytaj również

Brak komentarzy

Napisz co myślisz